Tuz przed spotkaniem z Uranią Ruda Śląska do klubu dotarła informacja, że zostaniemy ukarani walkowerem za mecz sprzed tygodnia z Piaskiem, gdyż zagrał w nim Mateusz Roszak. Problem wyniknął z błędnego policzenia kartek Mateusza, i kwestii interpretacji jego czerwonej kartki z meczu z 5 kolejki ze Śląskiem. I wszystko wskazuje na to, że ciężko wywalczony punkt stracimy. Podrażniona ambicja zespołu wyszła jednak naszej drużynie na dobre i chłopcy odegrali się na Uranii i zwyciężyli 2:1.

Spotkanie rozpoczęło się od dwóch szans dla Uranii, a konkretnie Kolasy, najpierw jednak Mokry obronił jego strzał z 4 metrów po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a następnie fenomenalnie wygrał pojedynek sam na sam z napastnikiem Uranii.

W następnych minutach z boiska nieco wiało nudą, aż do 33 minuty kiedy Piotrek Bomba o mało co nie przelobował bramkarza Uranii z 40 metrów. Kilkadziesiąt sekund później po zagraniu Bomby z lewego skrzydła na 6 metrze faulowany jest Matysek i sędzia dyktuje jedenastkę, którą na gola zamienił sam poszkodowany. Po objęciu prowadzenia przez MKS akcje przeniosły sie pod nasza bramkę, gdzie Mokry kapitalnie obronił strzał Małaczyńskiego z wolnego, a w 42 minucie przyszła mu w sukurs poprzeczka po tym jak po akcji prawą stroną i podaniu do środka zawodnik gości lobował z kilku metrów Krzyska. Podobnie bezbłędny nasz bramkarz, który rozegrał kolejne bardzo dobre spotkanie, był w 45 minucie broniąc strzał najlepszego strzelca gości – Oczko.

Druga połowa rozpoczęła sie od mocnego uderzenia MKS-u i po kolejnym faulu w polu karnym, tym razem na Bednarku, po rad drugi jedenastkę wykorzystał Matysek. W 62 minucie nasza defensywa popełniła błąd i w polu karnym Mokry faulował napastnika gości i Gnyza zdobył kontaktowego gola. Od tego momentu na boisku zrobiło sie nerwowo, goście przejęli inicjatywę, a najlepsza okazje do wyrównania mieli w 66 minucie, gdy Mokry znów uratował nas od straty gola broniąc strzał głową z 6 metrów po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Na naszym polu karnym kotłowało sie jeszcze kilkakrotnie, doszło tez do przepychanek między zawodnikami, ale obyło sie bez wykluczeń. MKS mógł zdobyć trzecia bramkę, ale w 84 i 89 minucie dwukrotnie chybił Napieraj – najpierw w sytuacji sam na sam z bramkarzem, a później z 5 metrów po podaniu Firleja.

Był to mecz walki i dobrze, że olbrzymia ulewa która przeszła nad Lędzinami tuz przed spotkaniem, nie przeszkodziła w jego rozegraniu.

MKS: Mokry- Mikolasz, Karlik, G.Kostrzewa (Sowik 60), Gołaś (Napieraj 70), Bednarek, Matysek, Gardawski, K.Firlej (Kryla 90), Samek (Gąsior 85), Bomba.

żółte kartki: Bednarek, K.Firlej, Mikolasz