Uczta dla malkontentów
Nareszcie! Tak chciałoby się skomentować to, co wydarzyło się na Stadionowej w Lędzinach. Wreszcie bowiem MKS odblokował się i pokazał na własnym boisku ładny dla oka i skuteczny futbol. Po pokonaniu Sokoła Wola aż 6:0 nawet najwięksi malkontenci nie mogą mieć pretekstu do narzekań. A wcale nie musiało tak być. W pierwszej połowie nasza obrona nie grała najlepszego spotkania. W 20. minucie mogło być nawet… 0:1 – Sokół przeprowadził składną akcję, po której zakotłowało się w naszej „szesnastce”, goście reklamowali rzut karny, zamieszanie w każdym razie niebywałe, wreszcie niewybita piłka zatrzymała się na słupku bramki Maciejowskiego. W ogóle jakoś podopieczni Idczaka mieli pewne problemy z obliczaniem siły podań i tego, jak brazuca będzie się zachowywać na przesiąkniętej deszczem murawie. Stąd mnóstwo w pierwszej części niedokładnych, zwykle za słabych, zagrań. Po jednym z takich złych podań do tyłu (autorstwa Ingrama), sytuację taktycznym faulem musiał ratować Uniejewski, za co ujrzał „żółtko”. Na szczęście, problemy z piłką miał też bramkarz gości. Pierwszy zauważył to Ingram, ale jego uderzenie golkiper jeszcze odbił przed siebie i szybko się zebrał, by nakryć futbolówkę ciałem. Nie miał jednak już żadnych szans po znakomitym strzale Stworzyjana, który w 25. minucie przymierzył z około 30 metrów. Zdobyty gol wyrwał lędzinian z początkowej szarzyzny. Już pięć minut później Kapela sprytnie dostrzegł, że bramkarz za śmiało wyszedł poza piątkę, ale elegancki lob zatrzymała poprzeczka. Pomimo innych prób nic nie chciało...
Czytaj dalej…















